Spotkania z drugim człowiekiem / Encounters with another human being

Moja praca to nieustanne spotkania z drugą osobą.  W szpitalnych korytarzach i oddziałach. To spotkanie z człowiekiem, który został postawiony w bardzo trudnej sytuacji z bardzo różnych przyczyn. My jako służba zdrowia, możemy się złościć na te przyczyny - kiedy pacjent trafia do nas na OIOM któryś raz z rzędu, bo się "mu zapomniało" wziąć insulinę, stwierdził nagle, że nie potrzebuje już leków nasercowych czy nie zrezygnuje z tłuszczu i cukru - "bo się nie da bez tego przecież żyć". Są też pacjenci, którzy starają się stosować do zaleceń lekarskich, ale ich ciało nie reaguje na leczenie, pojawiają się skutki uboczne leków, które są potrzebne im do normalnego funkcjonowania. Przyczyn jest wiele. I dopada nas frustracja połączona z bezsilnością, choć staramy się nie okazywać tych emocji i po raz kolejny rozmawiamy z pacjentem i zachęcamy go do zmiany stylu życia, kontynuowania leczenie, a my próbujemy złagodzić skutki uboczne.

Miałam już pacjentów, którzy powiedzieli mi prosto w twarz, że nie mają zamiaru zmienić swojego stylu życia, pomimo, że walczyli już ze skutkami ubocznymi chorób. Byli i tacy, którzy byliby wstanie zrobić wszystko aby odwrócić już 4 udar z rzędu i jego nieodwracalne zmiany. Leczyłam już pacjentów, którzy mnie opluli, pobili, czy prawie pokopali, obrzucili wyzwiskami - i czasem się cieszę, że nie rozumiem w tym wypadku arabskiego. Ale są też pacjenci - aniołki. Leżą nie poruszając się, aby nie powyrywać wkłuć czy cewników, wychwalają nas nieustanie, jedzą, kiedy im podamy i dziękują za każdym razem, gdy tylko zbliżymy się do łóżka. Pacjenci różni, od prostych, zwyczajnych osób, po śmietankę asuańską z wyższych sfer i urzędów. I już nie muszę chodzić do urzędów aby zobaczyć ministra z Asuanu, głównego dyrektora policji czy koptyjskiego biskupa. Różni ludzie, a łączy ich to samo. Chore ciało i choroba, która nie wybiera. Moim zadaniem nie jest osądzać, ale wspierać i kochać tych ludzi. Tego uczę się każdego dnia. Szczególnie tych trudnych pacjentów, którzy przejawiając nienawiść w stosunku do nas, a bez naszej pomocy medycznej sami nie dadzą rady. Staram się zawsze popatrzeć na mojego pacjenta z drugiej strony. Wiem, że są ludzie złośliwi - tak prostu - i będą tą złość przejawiać nawet jak są bardzo schorowani. Musimy jednak pamiętać, że ból, brak bliskich, utrata kontroli nad swoim życiem, co gorsze wstyd, że utraciło się kontrolę nad czynnościami fizjologicznymi i obce osoby muszą nasz myć i zmieniać pampersy powoduje wiele złości i frustracji w pacjencie. Często uczę moich pracowników aby okazać więcej cierpliwości takim pacjentom. 

Spotykamy się czasem z  "urazem OIOM-owym" i zdarzają nam się pacjenci, którzy wpadają w ten stan nagle. Zaczynają być podejrzliwi w stosunku do nas, nie chcą przyjmować leków, krzyczą, chcą wychodzić z łóżka, wyrywają cewniki i wkłucia. Skarzą się, że nic nie dostają do jedzenia i picia od wielu dni, że ich więzimy, bo inni są wypisywani, a oni nie...Musimy rozpoznać ten stan i nauczyć się z nim radzić. 

                                           

Spotkanie z drugim człowiekiem zawsze wnosi w nasze życie coś ważnego. Lekcję, której nie życzylibyśmy się nigdy nauczyć, bo była zbyt trudna dla nas, albo ujawniła coś co jest ukryte w nas, a co chcielibyśmy ukryć przed innymi. Lekcję, na którą czekaliśmy bardzo długo, niecierpliwie i teraz jesteśmy wdzięczni Bogu za nią, bo wniosła w nasze życie coś nowego, cennego. Lekcję, na którą wolelibyśmy się spóźnić może o 5 czy 10 lat, bo przyszła za wcześnie, Gdy myślę o tych wszystkich osobach w Biblii, które pokazują nam cenne lekcje to wiem, że Bóg nie ma schematów i reguł. On wie gdzie i kiedy, dla kogo, o jakiej porze, jak długo...On to po prostu wie. I od nas zależy także, czy spojrzymy na spotkanie z innym człowiekiem jako cenną dla nas lekcja. 

Życzę cennych spotkań!


ENGLISH VERSION


My job is to constantly meet another person. In hospital corridors and wards. It is a meeting with a human being who has been put in a very difficult situation for various reasons. As a health service, we can get angry at these reasons - when a patient comes to us in the ICU many times in a row because they "have forgotten" to take insulin, have suddenly decided that they no longer need to take heart medications or will not give up fat and sugar - "because it is impossible to live without it". There are also patients who try to follow medical recommendations, but their body does not respond to treatment, and there are side effects of drugs they need to function normally. There are many reasons behind patients’ problem behaviour, so we get frustrated with helplessness, although we try not to show these emotions, but once again talk to the patient and encourage them to change their lifestyle, continue treatment, and we try to alleviate the side effects.

I've already had patients who told me to my face that they had no intention of changing their lifestyle, even though they had already been battling the side effects of the disease. There were also those who would do anything to avoid the 4th stroke in a row and its irreversible changes. I've already treated patients who spit on me, beat me up, almost kicked me, insulted me - and sometimes I'm glad that I don't understand Arabic in this case. But there are also patients - angels. They lie very calmly so as not to tear out cannulas or catheters, they praise us constantly, eat when we give them, and thank us every time we approach the bed. Patients vary from simple, ordinary people to high class- members of high society and offices. For this reason, I don't have to go to offices anymore to see a minister from Aswan, a chief police officer or a Coptic bishop. These are different people, but they share the same thing. A sick body and a disease that does not choose whom it strikes. I learn every day that my job is not to judge, but to support and love these people, especially those difficult patients who show hatred towards us, but will not be able to cope on their own without our medical help. I always try to see my patient from their perspective. I know that there are malicious people - just like that - and they will display this anger even when they are very sick. However, we must remember that pain, lack of loved ones, loss of control over our life and, what is worse, shame that we have lost control over physiological activities and that strangers have to wash and change diapers causes a lot of anger and frustration in the patient. I often teach my employees to be more understanding with such patients.

We sometimes encounter "ICU trauma" and there are patients who suddenly fall into this state. They become suspicious of us, refuse to take medications, scream, want to get out of bed, tear catheters and cannulas. They complain that they have not been given anything to eat or drink for days, that we imprison them because others are discharged, and they are not ... We need to recognize this condition and learn to deal with it. Meeting another person always brings something important to our lives. It is a lesson that we would never wish to learn, because it is too difficult for us, or it reveals something that is hidden in us and that we would like to hide from others. On the other hand, it may be a lesson that we have been waiting for impatiently, and now we are grateful to God for it, because it brought something new and precious into our lives. Finally, it might be a lesson that came too early and we would rather wait 5 or 10 years more to learn it. When I think about all those people in the Bible who show us valuable lessons, I know that God has no patterns and rules. He knows where and when, for whom, at what time, how long ... He just knows it. It is also up to us whether we perceive the meeting with another person as a valuable lesson for us.

I wish you valuable meetings!

Komentarze

Popularne posty