Dziecięcy świat
Jak wygląda ten dziecięcy świat w świecie Piramid, rzeki Nil i tych wszystkich egzotycznych rzeczy, które dla europejskich dzieci znane są tylko z książek czy filmów przyrodniczych? Czy ich życie jest równie fascynujące jak to opisuje wiele książek?
Dzieci bogaczy - tak ich nazwę, ze względu, że ich rodzice są naprawdę bogaci. To od razu widać - markowe małe buciki, słodkie cukierkowe dziewczęce płaszczyki...i rzadko takie dzieci można spotkać w zatłoczonym metrze, gdyż "wożą" się samochodami i chodzą do szkoły!
Dzieci klasy pracującej. Albo chodzą do szkoły, albo nie. Często widać ich z rodzicami poganiających osiołki, a przyczepy wypełnione są warzywami i owocami do sprzedania. Uczą się handlu od maleńkiego (jak nawoływać, odmierzać kilogramy, zachęcać do kupna). Często widzę je w godzinach szkolnych, więc zastanawiam się czy w ogóle chodzą do szkoły. Prawdopodobnie nie.
Duża grupa dzieci to dla mnie "dzieci metra". W Egipcie bardzo popularna jest sprzedaż w metrze. Sprzedający jeżdżą cały dzień różnymi liniami metra sprzedając najróżniejsze wyroby: od słodyczy, wyrobów kuchennych, poprzez ubrania, ręczniki papierowe, przybory do makijażu czy biżuterię. Czasem mnie zadziwia czego właścicielem można się stać, nie wysiadając z metra:). Ale wśród sprzedawców jest spora grupa dzieci, czasem także niepełnosprawne. Spotykam też dzieci, chodzące do szkoły, a po lekcjach siedzące na schodach prowadzących do metra i sprzedające najczęściej chusteczki higieniczne. Siedzą na ziemi, a czasem leżą i odrabiają zadanie domowe. Nawet do późnych godzin.
Duża grupa dzieci to dla mnie "dzieci metra". W Egipcie bardzo popularna jest sprzedaż w metrze. Sprzedający jeżdżą cały dzień różnymi liniami metra sprzedając najróżniejsze wyroby: od słodyczy, wyrobów kuchennych, poprzez ubrania, ręczniki papierowe, przybory do makijażu czy biżuterię. Czasem mnie zadziwia czego właścicielem można się stać, nie wysiadając z metra:). Ale wśród sprzedawców jest spora grupa dzieci, czasem także niepełnosprawne. Spotykam też dzieci, chodzące do szkoły, a po lekcjach siedzące na schodach prowadzących do metra i sprzedające najczęściej chusteczki higieniczne. Siedzą na ziemi, a czasem leżą i odrabiają zadanie domowe. Nawet do późnych godzin.
Dzieci żebrające na ulicy. Podchodzą i pokazuję, że proszą o pieniądze albo coś do jedzenia. Potrafią iść za Tobą kilka dobrych kroków. Są brudne, ich ubrania postrzępione, często gdy uda im się coś wyżebrać do jedzenia, siadają na chodniku i dzielą się jedzeniem z innymi. Pewnego razu podeszła do mnie kilkuletnia dziewczynka z dużą reklamówką chusteczek higienicznych i prosiła o pieniądze na jedzenie. Kupowałam wtedy chleb, więc zaproponowałam jej, że dam jej ten chleb. Dziewczynka pokręciłam głową i powiedziała, że chce pieniądze na jedzenie. Więc ja ponownie zaproponowałam chleb. Wtedy dziewczynka odpowiedziała. "Ale chleb to nie jedzenie". Więc zapytałam ją, co dla niej znaczy jedzenie? "Jedzenie to tameja, kusheri (słynne egipskie postrawy). Chleb to nie jedzenie". Zdziwiłam się tą odpowiedzią, która wyszła z ust tej małej dziewczynki, choć już wtedy wiedziałam, że chleb nie zaliczany jest jako "normalne jedzenie". Jest to rzecz najbardziej oczywista. Gdy ktoś mówi, że jadł jajko na śniadanie, albo ziemniaki, to w tych słowach się kryje to, że było to oczywiście z chlebem. Później zdałam sobie sprawę, że powinna była kupić od niej te chusteczki, w ten sposób najbardziej jej pomagając.
Ale patrząc na nich z boku, wydaje się (a może tak jest), że jest to najczęściej uśmiechająca się grupa społeczeństwa, ciesząca się z małych rzeczy - pamiętajmy o nich w modlitwach!!

Komentarze
Prześlij komentarz