Rodzinnie w szpitalu

Rodziny przybywają tłumnie do szpitala. Bo rodzina jest najważniejsza w tej kulturze. Gdy ktoś cierpi, cierpią z nim wszyscy. Nie ma mowy, aby pacjent był sam w szpitalnej sali. Już powoli się przyzwyczajam, że jak pukam do sali pacjenta, to zdarza się tak, że 10 par oczu patrzy na mnie, a pacjent śpi. Chcę opisać 3 "rodzinne sytuacje".

1. Potrzebuję podać pacjentowi zastrzyk. Wchodzę do sali, a tam 10 a może więcej mężczyzn otacza pacjenta. Wszyscy wyglądają tak samo - długie szaty. Prawie nie mam jak dostać się do łóżka pacjenta. Więc czekam. Po czym syn pacjenta mówi: Zróbcie przejście dla pielęgniarki! Gdy udaje mi się w końcu dostać do wkłucia pacjenta, te same 10 osób przygląda się mojej pracy! Potem prawie wszyscy mówią: Dziękuję!

2. Kolejny pacjent. Potrzbuję przekazać mu receptę na leki. Wchodzę do sali, a tam ta sama ilość mężczyzn. Szukam wzrokiem osobę, z którą juz wczesniej się kontaktowałam, aby podać jej receptę, po czym widze kilkoro rąk wyciągnietych do mnie: Komu podać tą receptę - zastanawiama się. W końcu zdezorientowana, podaję jednej osobie, a reszta się uśmiecha :). Też się uśmiecham.

3. Mały pacjent, noworodek. Po ustablizowaniu jego parametrów życiowych zanosimy go z koleżanką do sali, gdzie leży jego mama. Nie da się otworzyć drzwi. Dlaczego? Bo w sali wszystkie możliwe ciostki, kuzynkli, znajome, a na podłodze rozłożone wszelkiego rodzaju smakołyki (tak często jada rodzina pacjenta). Nie ma kompletnie miejsca aby przejść z nim do mamy. Po czym prawie przeskakując nadziewane papryki, pieczonego kurczaka, sosy itp, maluch ląduje u mamy w ramionach. 

Rodzina jest najważniejsza!! I gdy pacjent chory, wszystkie drogi prowdzą do szpitala!

Komentarze

Popularne posty