"Czerwona lampka" w Banku Krwi!
Oto stoję przed budynkiem, w którym zdobywa się "życie dla pacjenta". I do którego też często wysyłamy naszych pacjentów czy ich rodziny. Bank Krwi! Moja znajoma, pracownik szpitala i ja przekraczamy szklane drzwi, które stanowczo bronią chłodnego powietrza wydobywajacego się z klimatyzacji przed upałem. Przy stolikach ułożonych po obu stronach wejścia siedzi kilka urzędników w mundurach. Zawsze pojawienie się obcokrajowców w takich miejscach budzi zainteresowanie i ciekawskie spojrzenia. To już moje drugie odwiedziny tego miejsca! Ze skierowaniem ze szpitala i naklejonym moim zdjęciem zgłaszam się do urzędnika, który każe mi zapłacić 40 funtów po czym kieruje mnie i moją znajomą do pomieszczenia obok. Po drodze mijamy grupę młodych chłopaków - dawców krwi, każdy z nich z przyklejonym małym plasterkiem na przedramieniu albo popija słodki soczek, albo zajada się ciasteczkami. Widać, że są dumni z tego. Może nawet do szkoły nie musieli iść z tego powodu! Zostajemy skierowani do małego pomieszczenia, tzw. punktu pobrań krwi. A po czym to stwierdzam? Widzę żółty pojemnik na igły. Znajduje się pod małym stolikiem, a na nim kilka szklanych próbek do morfologii. Nad umywalką wisi napis, po angielsku!! "Uwaga! Proszę zawsze myć ręce przed i po pobraniu krwi". Dobrze jest - myślę. Są zasady!! Siadamy na dwóch czarnych fotelach po obu stronach małego stolika. A po co tu jestem? Dostałam po raz drugi skierowanie na badanie na obecność wirusa HIV. Wymóg aby dostać zaświadczenie o prawie wykonywania pracy, a co za tym idzie, roczna wiza z prawem wykonywania zawodu! Więc czekamy. W końcu jesteśmy w Egipcie. Zawsze trzeba poczekać! Nie da się inaczej! Wspominamy jak to było ostatnim razem? Pani pielegniarka ubrała rękawiczki, ale nie zdezynfekowala nam skóry. Przez wiele lat alkohol do dezynkfeckji był zabroniony w szpitalach. Po prostu wkuwało się bez dezynfekcji i tyle! Ale to było pół roku temu! Po kilkunastu minutach pojawia się pani. Cała ubrana na czarno. Jej suknie zdobią pozłacane dekoracje na rękawach. Wita się z nami, otwiera dużą szafę (tam gdzie powinny kryć się "zasady") i wyciąga pudełko rękawiczek, dwie próbki, sterylne igly i faciki nasączone alkoholem. Jest dobrze!!! Lepiej być już nie mogło - czuję jak oddycham z ulgą. Pani wpisuje dane do wielkiej księgi, oznacza imionami nasze probówki i zabiera się za pobieranie krwi. Rękawiczką zawiązuje przedramie znajomej (nie ubiera ich), wkłuwa igłe (bez dezynfekcji), po czym używa gazika nasączonego alkoholem aby wyciągnąć igłę i zatrzymać krwawienie. Widzę jak czerwona lapka ostrzegawcza alarmująca stan podwyższonego zagrożenia bakteriami włącza mi sie automatycznie w głowie! Kiedy próbowka koleżanki zostaje wypełniona czerwoną cieczą, pani bierze czystą rekawiczkę i wykonuje dokładnie to samo z moją reką. Myślę sobie, że badam sie na obecność wirusa HIV a mogę złapać tutaj co innego. Co ciekawe to nie HIV jest najczęstszym wirusem występujacym w Egipcie a wirus żółtaczki, ale tego nikt od nas nie wymaga. Po pobraniu krwi pani myje ręce! Choć jedna zasada w połowie się zgadza! Pytamy kiedy będą wyniki: "A gdzieś za tydzień, in shaallah!" (czyli nie wiadomo dokładnie!). "Może za rok" - ktoś się śmieje. Upewniamy się, że jednak za tydzień. Wracamy do pracy. A procedurę, pewnie będę musiała powtórzyć za rok, in shallah.


Komentarze
Prześlij komentarz