Służba zdrowia na pełnym słońcu

Tym razem będzie o Burkina Faso, a dokładnie o tym jak wygląda służba zdrowia. Będąc dwa razy w Burkina Faso mogłam zobaczyć dwa różne obrazy służby zdrowia. Pierwszy, kiedy nie ma żadnej placówki udzielającej pomocy - ludzie zmagają się ze swoimi dolegliwościami, próbują żyć z nimi lub leczą się, przeważnie bez efektów, sami. Drugi natomiast to taki, gdzie w wiosce jest już przychodnia, a w większym mieście szpital. Miałam okazję doświadczyć obu sytuacji. Jeżeli nie ma przychodni w wiosce ludzi raczej nie stać aby jechać do sąsiedniej czy do szpitala. Wiąże się to przede wszystkim z dużymi kosztami transportu jak i płatnym leczeniem.

 Przychodnia w jednej z wiosek w Burkina Faso

Poczta pantoflowa działa wszędzie tak samo, czyli bardzo efektywnie:) Jak tylko udzieliłam po raz pierwszy pierwszej pomocy (był to mały bezdomny chłopiec z otwartą raną na ręce, po której chodziły muchy, bez żadnego zabezpieczenia) to od następnego dnia miałam kolejkę pacjentów. Czasem nawet nie zdążyłam wygramolić się z mojej moskitiery, a już widziałam kogoś czekającego i proszącego o pomoc.



Choroby dotykają wszędzie wszystkich tak samo. Z jedną tylko różnicą, że niektórych nie stać na lekarstwa i opiekę medyczną lub nie ma żadnej przychodni ani szpitala, i takich którzy zgłoszą się do lekarza, dostaną receptę, są wyleczeni i mogą normalnie dalej żyć (ten drugi rodzaj to raczej bliższy nam). Choroby oczu, a dokładnie pasożyty w oczach to bardzo częste schorzenie. Ludzie z "nimi" żyją latami, cierpią, słabo widzą, ciągle mają podrażnione i zaczerwienione oczy (dla wielu samo zakropienie oczu solą fizjologiczną już przynosiło ulgę). Choroba dotyka bez względu na wiek. Dodatkowo sam problem ślepoty czy krótkowzroczności upośledza normalne życie. Spotkałam chłopaka (ok 17 lat), który miał potężną wadę wzroku (ok -12D), nosił okulary, ale kompletnie nie przystosowane do jego wady. Gdy pytaliśmy go jak on widzi, chodzi, wykonuje podstawowe czynności, to odpowiadał, że robi większość rzeczy "na wyczucie" i po prostu z przyzwyczajenia. Drugim poważnym problemem to rany. Powodowane ostrymi kolcami, cierniami stwarzają duże zagrożenie zakażenia. Niestety mało kogo stać na jakikolwiek plaster - raczej nawet jest to tam niedostępne. Wiele osób zgłaszało się z ranami, przy których ciągle kręciły się muchy, czy nawet wychodziły z małych otworów w ranach. Afrykańczycy przychodzili ze wszystkim: mamy z małymi dziećmi, kobiety w ciąży, osoby z guzami na twarzy, z opuchniętymi nogami...

Niesamowicie mocno uderzyła mnie pewna sytuacja, kiedy człowiek z turbanem na głowie przyszedł do mnie aby poprosić o pomoc w bardzo intymniej sprawie. Jak bardzo musiał cierpieć, że przyszedł do białej kobiety, nie mówiącej w jego języku i nie wstydził się jej poprosić o pomoc?!

Mój kolejny wyjazd łączył się z prowadzeniem badań naukowych do pracy magisterskiej więc dużo czasu spędzałam w przychodniach i szpitalu przeprowadzając ankiety. Miłym zaskoczeniem była przychodnia w jednej z wiosek, która jeszcze rok wcześniej w ogóle nie funkcjonowała. Świadczy to o tym, że służba zdrowia powoli się rozwija i ludzie przekonują się do pielęgniarzy (w wioskach nie ma lekarzy, pielęgniarz wykonuje te same zadania co lekarz - bada, diagnozuje, wypisuje recepty, jest także jednocześnie położnikiem) i zgłaszają się po pomoc. Szczególnie było to widoczne wśród mam z małymi dziećmi, które zgłaszają się regularnie na bilanse ze swoimi maluchami, aby móc wcześnie wykryć wszelkie zaburzenia i niedożywienie czy zaszczepić dziecko. Każde dziecko jest ważone i te z niską masą ciała dostają specjalne odżywki z UNICEF.

 Pielęgniarz waży dzieci, a potem rozdaję odżywki dla dzieci z niską masą ciała.

Dlatego, że była to pora deszczowa, praktycznie każde dziecko miało stwierdzoną malarię, często bardzo osłabione dzieci, z temperaturą powyżej 41 st.C. były przynoszone na rękach przez swoich rodziców. Dodatkowe schorzenia jak bóle głowy, nadciśnienie tętnicze również były często spotykane. Poważny problem stanowiły już takie przypadki, które wymagają chociażby małej interwencji chirurgicznej: pewnego dnia zgłosił się młody chłopak, który w swoim ciele pełno miał małych kul, jak stwierdził był gdzieś na polowaniu i zdarzył się wypadek przy pracy. Kule na tyle głęboko siedziały w skórze, że nawet zwykłe wyciskanie ich nie miało szans. Polecono mu aby udał się do domu i przyszedł za jakiś czas, może wtedy coś się uda zrobić. W przychodni nie byli mu wstanie pomóc.
 Podstawowy zestaw do diagnostyki malarii.

Jak już wcześniej pisałam problem pasożytów jest duży. Jedna młoda pacjentka zaraziła się leiszmaniozą skórną, pasożytem, który powoduje bardzo poważne, głębokie, ropiejące rany na skórze praktycznie całego ciała. Natomiast pozytywnym działaniem państwa było np wyeliminowanie robaka medyńskiego (Dracunculus medinensis - robak osiągający około 1 metra długości żyjący w tkance podskórnej, wychodzący przez skórę w środowisku wodnym). Dodatkową pomocą są oferowane przez państwo moskitiery dla każdej rodziny. Uważam, że wiele osób mogłoby uniknąć zakażenia gdyby znali przyczyny i skutki jakie powoduje dany pasożyt oraz jak unikać źródeł zakażenia.

                             Pielęgniarz w czasie wizyty.                              Robak medyński

Moim ostatnim miejscem badań był szpital w jednym z miast. Posiadali już sale dla pacjentów, sale operacyjną (wykonywali tylko operacje prostaty, cięższe przypadki musiały już jechać do stolicy), intensywną terapię, choć mówili, że jak brakuje miejsc to kładą pacjentów nawet na podłogę oraz odziały dla kobiet. Pierwsze moje wrażenie, było nawet pozytywne, większość korytarzy pod gołym niebem, trochę zieleni, w miarę porządek. Natomiast gdy zobaczyłam sale to pomyślałam, że od razy wymagają gruntownego malowania - bardzo brudne, brak siatek w oknach powodował, że nad leżącymi pacjentami roiło się pełno much. Duży odsetek pacjentów stanowili pacjenci z malarią. Tamtejszym zwyczajem jest, że całe rodziny przyjeżdzają do szpitala. Więc obok jednego pacjenta stoi, leży (bo często po prostu kładą się na ziemi koło łóżka swego bliskiego, opiekują się nim, dotrzymują mu towarzystwa) kilku członków rodziny, kobiety wyłuskują orzeszki, rozmawiają... Poznałam tam dziewczynkę i jej tatę. Byk staranował jej stopę, miała potężną ranę, bardzo trudno gojącą się, tata codziennie musiał kupować nowe opatrunki. Kiedy wręczyliśmy mu dodatkowe środki opatrunkowe, które przywieźliśmy z Polski, był nam ogromnie wdzięczny...

Dziękuję Bogu, że tam byłam, bo teraz jeszcze bardziej zdaję sobie sprawę ile posiadam...

Komentarze

Popularne posty