Afrykański chłopiec i dziewczynka

Nie wiem jakie masz wyobrażenie afrykańskich dzieci, ale chciałabym się z Tobą podzielić tym, jakie dzieci ja spotkałam w Afryce, w Burkina Faso. Dzieci nauczycieli, pielęgniarzy i pielęgniarek, dzieci zwyczajnych rolników i hodowców bydła, dzieci niczyje i niechciane, dzieci uśmiechnięte i lekko przestraszone białą kobietą, dzieci chore i kulawe, dzieci ciekawe "tych białych" i płaczące na ich widok...



Pierwszy mój kontakt z dziećmi był w wiosce Namsigua (Burkina Faso), kiedy to cała wioska wyszła nam na powitanie. Wtedy to razem byliśmy tak strasznie ciekawie siebie nawzajem. "O jaki on słodki, takie kręcone włoski i śliczna buźka...", natomiast on "Co to za dziwny kolor skóry i takie proste i wyblakłe włosy...?" - myślę, że nie za bardzo pomyliłam się w ich wyobrażeniu nas białych, bo czasem się zdarzało, że dotykały mojej skóry i włosów i pewnie to sobie myślały:). Potem nasze krótkie "afrykańskie życie" biegło w otoczeniu tych małych istot, które nam wszędzie towarzyszyły. Czasem nie było łatwo poruszać się razem z gromadą około 15 albo więcej dzieci, ale ogólnie stwierdziliśmy, że jesteśmy ich jedyną atrakcją w wiosce, więc czemu nie?! W pewien piękny dzień, kiedy jezioro w jednej z wiosek lśniło w promieniach słońca postanowiłam, że wybiorę się na spacer...sama (plus aparat). Gdy tylko ukradkiem próbowałam wyjść, nagle usłyszałam za swoimi plecami: "ciociu, mogę iść z Tobą!". Błagalny wzrok i głos dziewczynki spowodował, że się zgodziłam. Chwyciłam ją za rękę i pomaszerowałyśmy razem nad jezioro. Dochodząc było nas już kilkoro, a wracałam już z całkiem sporo gromadką! :)

Dzieci kochają fotografowanie! (pisałam o tym jakiś czas temu na blogu). Ustawiają się do zdjęć, rzucają śmieszne minki, wygłupiają się i co ciekawe, jak ja oddalałam się z aparatem, żeby je wszystkie zmieścić w kadrze, to one znów się przybliżały i tak się wspólnie poruszaliśmy aż w końcu udawało mi się im jakoś przekazać (czyt. mówiąc po polsku z afrykańskim akcentem i ruchami), żeby stały w miejscu.


Ich uśmiech wywoływał uśmiech na mojej twarzy. Ich radość udzielała się także i mnie. Ich smutek i ból też dotykały moje serce. Wybierając się kiedyś na wycieczkę dołączyła do nas grupka kilku dzieci. Jeden chłopczyk cierpiał z powodu skutków wywołanych chorobą Heinego Medina (chłopczyk w żółtej koszulce powyżej). Miał problemy z chodzeniem. A szliśmy na małą wycieczkę w góry. Jego chęć towarzyszenia była tak wielka, że nie przeszkadzało mu, że co jakiś czas musiał usiąść na ziemi, aby odpocząć. Zawsze gdy siadał, wywoływało to we mnie ból i smutek. Jego życie będzie się już tak toczyło!

Wiele dzieci jest sierotami lub półsierotami. Chodzą ulicami i żebrzą o jedzenie. Podsuwają nam swoje brudne miseczki i błagalnym wzrokiem proszą o jedzenie. Potargane i postrzępione ubrania są ich jedynym okryciem. Nie mają nikogo, kto mógłby się o nich zatroszczyć. Czasem sobie myślałam, co mogłabym dla nich zrobić? Jak pomóc? Bezdomne dzieci otaczały nas wszędzie. Ale zawsze mały gest, jeden cukierek, nawet zrobienie im zdjęcia było dla nich pewnym gestem miłości, jaki mogliśmy im dać.


Ciekawość nami, białymi była u niektórych bardzo ogromna! Śledziły każdy nasz ruch, towarzyszyły nam praktycznie wszędzie, obserwowały, patrzyły, czasem naśladowały, niepewnie chowały się za spódnicą mamy, ale jednak spoglądały z zaciekawieniem. Kolega, który była z nami i chciał się ogolić również miał swoją widownię!

Większość dzieci już od najmłodszych lat pracuje i pomaga w domu, w polu, w wychowywaniu młodszego rodzeństwa. Nosi wodę w dużych 10-litrowych baniakach na głowie, pompuje wodę ze studni, nosi na plecach swoje młodsze rodzeństwo, okopuje rośliny w polu, ale wśród tych obowiązków znajdują czas na zabawę, choć myślę, że większość dzieci z poza Afryki, nie nazwało by to zabawą czy zabawką.


Może zastanawiałeś się czym i jak bawią się dzieci. Sytuacja i środowisko w którym żyją zmusza ich do kreatywnego wymyślania swoich zabawek. Niestety w wielu sytuacjach placem zabaw była droga pokryta śmieciami, martwy kurczak, czy zwyczajna dętka od koła...kilkoro bawiło się procą i próbowało upolować przepiękną ważkę (udało im się , ważka została przecięta na dwie części!), inne ujeżdżały osiołka czy po po prostu bawiły się ze sobą w chowanego, choć dla większości, myślę, pomysł nowej zabawy pojawił się z równoczesnym pojawieniem się ludzi białych w ich okolicy, a mianowicie: podglądanie!!


Wspólna ciekawość, kto jest "bardziej opalony" wywołała sporo śmiechu w nas! Niestety przegrałam! No cóż! :)

Komentarze

Popularne posty