Latanie pośród burz

Podróże kształcą i czasem przyprawiają o ból żołądka. A moje podróże w ostatnich miesiącach związane były z częstym odwiedzaniem lotnisk, bramek kontrolnych i stania w długich kolejkach. Ale do tego można się przyzwyczaić, nawet do zagubienia bagażu w Kairze czy w Rzymie. Czego doświadczyłam w czasie ostatniej podróży do Egiptu. Ale do tych paskudnych turbulencji jakoś nie umiem się przyzwyczaić. A było to w czasie na pozór spokojnego lotu z Polski do Anglii. Słoneczny dzień w Polsce nie zapowiadał niczego dziwnego, aż do czasu kiedy nasz pilot oznajmił nam, że właśnie wlecieliśmy nad Anglię. Pogoda, jak z prędkością błyskawicy się zmieniła na ciemne burzowe chmury, naszym samolotem zaczęło trząść na wszystkie strony, skrzydła (miałam akurat świetny widok bo siedziałam na skrzydle, nie dosłownie, ale za tym małym okienkiem) trzepotały jak skrzydła gęsi, a młoda dziewczyna siedząca obok mnie wpadła w panikę. Nasze żołądki raz były w górze, raz w dole, a towarzyszyły temu dziwne okrzyki i westchnienia pasażerów. Aż czuło się ogromny powiew wiatru jaki panował na zewnątrz! Oczami wyobraźni widziałam już, jak nasz samolocik walcząc z pogodą odrywa się jak piłeczka pingpongowa od płyty pasa do lądowania (co już wcześniej się zdarzało na lotnisku w Birmingham). Wylądowaliśmy, nie na stole do pingpongu ale na pasie lotniska bez większego problemu! Dzięki Ci Boże za Twoją ochronę - wyszeptałam!
Te doświadczenia jeszcze długo pozostaną w mojej pamięci i w moim "żołądku" (niestety nie było to takie ostatnie doświadczenie w moim życiu). I o dziwo po zakończonej podróży przy wysiadaniu mogłam zauważyć twarz pilota, który z uśmiechem żegnał swoich pasażerów. Pomyślałam wtedy: "Czy on niczego nie poczuł? Czy dla niego jest to tak normalne zjawisko pogodowe, że nie ma się czego bać?". Ja z żołądkiem nie pamiętam gdzie wtedy, próbowałam wyjść po schodach z samolotu i nie dać się unieść potężnemu wiatru, który nas przywitał w Anglii. Ale gdzieś, tam z tyłu ciągle miałam przed oczyma uśmiech pilota, który jakby mówił, że podróż nie zawsze jest łatwa i przyjemna, ale najważniejszy jest koniec podróży. A z tym pilotem dolecieliśmy szczęśliwie!


Szczególnie latanie lubię porównywać do naszego życia. Bóg, jako doskonały Pilot, zna drogę, On wie, że nie będzie łatwo, że pojawią się burze, pioruny, czasem upadniemy, ale potem znów się wzniesiemy, że może pojawić się ból, strach, czy przerażenie, ale kiedy Jemu oddamy kierownictwo w naszym życiu, niezależnie jakie warunki pogodowe będą dookoła nas, możemy ufać, że podróż zakończy się przybyciem do celu, a wtedy zobaczymy Jego uśmiechniętą twarz witającą nas u kresu naszej podróży! Życie nie zawsze jest podróżą spokojną i przyjemną, ale najważniejsze kto jest naszym Pilotem!

Komentarze

Popularne posty