Wiza i nunu
Pan Bóg jest dobry! Jest to niezaprzeczalne, prawdziwe stwierdzenie! Pan Bóg jest dobry, zawsze i wszędzie i chce dawać dobre rzeczy swoim dzieciom. Troszczy się o każdy aspekt naszego życia!! Sprawy wizowe uległy zmianie w ostatnim czasie - weszły nowe zasady i kryteria! Wszyscy obcokrajowcy muszą zostać przesłuchani na policji, następnie ich papiery są wysyłane do Kairu do sprawdzenie, co sprawia, że czas oczekiwania na wizę się wydłuża. Dla mnie jako Polki, przesłuchanej już na policji za pierwszym razem ubiegania się tutaj o wizę, czas jest nawet krótszy! Zazwyczaj w Kairze długo czekałam na wizę nawet do 3 tygodni, kiedy Amerykanie czy Niemcy wizę otrzymywali po 2-3 dniach! I tym razem nadszedł czas aby "zdobyć" nową wizę. Dzięki Bogu urząd wizowy i nasz szpital są w bardzo dobrych relacjach, a pani, niechrześcijanka, niezwykle miła i uprzejma! Postanowiłam poprosić o 8 miesięcy aż do mojego następnego przylotu do Polski! Na początku pani się zdziwiła, że aż na tak długo okres czasu, coś zanotowała, zabrała mój wypełniony formularz i kazała zgłosić się po odbiór wizy za 15 dni!! Tutaj cała procedura przebiega bardzo szybko! W Kairze składanie dokumentów trwa około dwie godziny a odbiór nawet do czterech godzin czekania. Tu w Aswanie życie wygląda inaczej. Czekałam 15 minut w kolejce po odbiór i dostałam wizę na 8 miesięcy!!! Chwała Panu!! Pan Bóg jest taki dobry!! Oczywiście jak ktoś nie chce w ogóle ubiegać się o wizę, to musi przyjąć na poważnie słowa pana urzędnika, który wpisuje dane do książki przy wejściu. "Jeszcze pani nie wyszła za mąż, żeby tu już pani nie musiała przychodzić??!!!"
Widzę, że każdy tu dba o mój stan cywilny i moje dzieci! Otóż dziś siedząc sobie na kamiennej ławce i czekając na łódź, pani z wyspy uśmiecha się do mnie i pyta:" A gdzie masz nunu? (nunu w języku arabskim oznacza małego bobasa). No cóż, na tej samej wyspie mieszka moja znajoma z Kanady, która ma małe nunu i 2 letniego chłopczyki. Różnimy się, ale nikt z wyspy nas nie odróżnia. Ją wołają arabskim zwrotem Um Mosa - mama Mojżesza (imię jest synka). I tak samo wołają na mnie nie tylko na wyspie, ale także w Aswanie na ulicy!! I pomimo, że mówię, ze to moja znajoma ma dzieci, po jakimś czasie znów nas nie odróżniają!!
Wszyscy tutaj bardzo się o siebie troszczą!! :)

Komentarze
Prześlij komentarz