Pomimo deszczu
Deszcz sobie pada. Bo jakby miało być inaczej, tu w Anglii. Dałam mu się zaskoczyć kilka razy, więc pomyślałam, że już nie będzie mnie tak nabierał, więc zaczęłam nosić parasol. Nie ważne, że wychodząc z domu świeci słońce, jest piękne niebieskie niebo (to taki kolor często spotykany w krajach afrykańskich) nigdy nie wiadomo co można zastać na zewnątrz. Nie pomyślałam jednak, że samo noszenie parasola nie wystarczy, aby ochronić się przed deszczem! Jeden parasol połamałam (przed jego upadkiem dostałam nim jeszcze w twarz) to znaczy nie ja, wiatr - on to się nie przejmuje deszczem, wieje kiedy chce i dokąd chce. Wzięłam drugi - mocniejszy. Idąc przez centrum miasta, gdzie było słychać dziwne okrzyki osób, które same walczyły ze swoimi ambrellami, mój parasol (jak na moje oko stalowy, porządny) postanowił poszybować przez centrum bez mojej zgody. Jeden pan próbował go złapać, przegrał, w końcu drugi rzucił się na ratunek i się udało. Dostałam moją deszczową (nie)ochronę w całości w lekko innym kształcie, ale na razie jest ok. Tak to jest z tym deszczem pada kiedy chce i jak chce...
A dziś obudziło nas piękne niebieskie niebo (to właśnie, które występuje często w Afryce) połączone ze śpiewem ptaków. Kiedy słońce przedziera się przez konary drzew i rzuca swe promienie do domu od razu zapomina się o deszczu:). Kto by się nim przejmował!
A dziś obudziło nas piękne niebieskie niebo (to właśnie, które występuje często w Afryce) połączone ze śpiewem ptaków. Kiedy słońce przedziera się przez konary drzew i rzuca swe promienie do domu od razu zapomina się o deszczu:). Kto by się nim przejmował!

Komentarze
Prześlij komentarz