Metro
Tłumy, tłumy, tłumy. Tak bym określiła wczorajszą podróż metrem. Tłumy na stacji, tłumy w metrze. Codziennie metrem podróżuje około 5 mln ludzi, jest on w miarę tani bo kosztuje tylko 1 funt egipski (około 45 groszy) i można nim podróżować wszystkimi liniami, pod warunkiem, że nie wyjdzie się poza bramki. Jest to niezwykle tani sposób przemieszczania się dostępny dla wszystkich klas społecznych, co można bardzo łatwo zauważyć po ilości osób, jaka korzysta z tego szybkiego środka transportu. Kupując bilet powinno się przestrzegać zasady: kobiety w jednej kolejce, mężczyźni w drugiej. Kiedy przy okienku stoi mężczyzna, to powinnam stanąć obok, w innym okienku rozpoczynając kolejkę kobiet. Bardzo ważne jest także aby wsiąść do odpowiedniego przedziału. Tylko dla kobiet (kolor czerwony), tylko dla kobiet do godziny 20:30, bo później mogą już dosiadać się mężczyźni (kolor zielony) i reszta to przedziały dla mężczyzn.
Mój znajomy kiedy byłam jeszcze w Niemczech opowiadał mi, że niezliczone tłumy chcą wsiąść i wysiąść w tym samy czasie. I odbywa się to na zasadzie: Wychodzę, nie zważając na innych. Pcham się, aby wysiąść czy wsiąść, bo inaczej mogę albo zostać w metrze, albo poza nim. Pierwsza stacja była spokojna, druga też nie zapowiadała niczego nadzwyczajnego, natomiast na kolejnej mogłam się przekonać o czym mówił znajomy. Tłumy wysiadające i wsiadające w tym samy czasie. Nic dodać nic ująć.
W czasie podróży, raczej na stojąco, można kupić słodkości lub inne drobne rzeczy u "metrowych sprzedawców". Nie kupiłam, a jednak miałam okazję skosztować inną egipską słodkość (Asaleya). Wygląda jak twarda bambusowa pałeczka, ale jest niesamowicie słodka. Zostałam nią poczęstowana przez jednego chłopca, który zachęcony przez swoją mamę wyciągnął do mnie rękę z tym słodyczem. Po wyglądzie chłopca, który miał dość sporą nadwagę te słodycze są zapewne jak chleb powszedni. Wzięłam i podziękowałam. Twarde, bardzo, bardzo słodkie i roztapiające się w dłoni. Zbyt słodkie, abym je mogła zjeść w całości. Postanowiłam, że włożę to do mojej torby, ale gdy zauważyła to jedna podróżująca kobieta, stanowczo mnie ostrzegał z uśmiechem, że w mojej torbie mogła by się wydarzyć katastrofa! Z uśmiechem jej podziękowałam za to ostrzeżenie. I dalej trzymałam w swojej dłonie czując jak ten patyczek ślizga mi się między palcami, powoli się roztapia. Do domu była jeszcze chwilka! W końcu postanowiłam włożyć to między dwie kartki, aby uwolnić się od tego klejącego patyka. Uff, udało się! Trochę jeszcze zagubiona w tym wielkim świecie i egipskiej rzeczywistości, gdzie wysiąść, gdzie się przesiąść dotarłam do domu. Ach te uroki podróżowania :)


Komentarze
Prześlij komentarz