Mission Net cz.2
Mission Net to także dobre miejsce aby przeżyć i odczuć na własnej skórze i "emocjach" jak może wyglądać nasze pole misyjne. Każdy mógł się o tym przekonać, kiedy znalazł się w Global Village. Aby dostać się do Global Village należało zebrać grupę 8 osób, wykupić "bilet na samolot" i ruszyć w drogę. Podróż odbywała się z Mission Net do Harvest (Żniwa).
Zapalona do służby nasza ósemka raczej chyba nie do końca spodziewała się tego, co zobaczyliśmy wysiadając z samolotu. Dostaliśmy walizkę: Biblia, kilka traktatów ewangelizacyjnych, koc, kwiatki, apteczka. Zanim wysiedliśmy z samolotu założyliśmy czarne okulary, które zdejmowaliśmy bezpośrednio przed wejściem do wioski. Nasza stewardessa poinformowała nas, że mamy tylko 7 minut na pobyt w wiosce. Gdy tylko wkroczyliśmy do wioski, lekko przerażeni, nasze pole misyjne stało się rzeczywistością: bezdomna osoba, więźniowie, prostytutka, budda, muzułmanie, uchodźcy, osoby maltretowane fizycznie...i nasza mała walizeczka, z której szybko zniknęła cała zawartość - czasem wracaliśmy do walizki, żeby pomóc kolejnej osobie, ale tam już było pusto. Czas mijał i kiedy już wydawało się, że prostytutka, z która rozmawiałam, zaczyna uważnie słuchać o Bogu i chce się więcej o Nim dowiedzieć, to usłyszałam, że czas się skończył i muszę przejść do innego pomieszczenia, a jej błagalny głos: "...ale proszę wróć tu jeszcze.." długo brzmiał mi w uszach!
Mocne doświadczenie i mocne wrażenia mogliśmy już później przedyskutowywać w małych grupkach, podzielić się swoimi odczuciami, często ze łzami w oczach. Jedna sytuacja poruszyła mnie najbardziej: gdy pomagałam bezdomnej, zakrwawionej osobie nagle kątem oka zobaczyłam w ścianie małą szczelinę, a z niej wystające dwie ręce proszące o pomoc, żadnej twarzy, tylko te ręce..i nagle uderzyło mnie, ilu ludzi na świecie jest więzionych, w ciemnych lochach, gdzie ich jedynym kontaktem ze światem jest mała szczelina...ilu chrześcijanach więzionych jest za wiarę w Boga - nawet dziś gdy sobie przypominam te ręce, wywołuje to łzy w moich oczach i uczucie przerażenia...
Global Village - niesamowite i mądre doświadczenie tego, jak może wyglądać nasze pole misyjne. Jeżeli jesteśmy gotowi iść w świat aby głosić Bożą miłość drugiemu człowiekowi, to musimy być świadomi, że właśnie takich ludzi możemy spotkać na swojej drodze. Czasem możemy mieć mniej niż 7 minut aby pomoc, podzielić się Ewangelią. Jak wykorzystamy ten czas? Z tym pytaniem opuściliśmy wioskę.
Drugim mocnym doświadczeniem było pokazanie nam i uświadomienie strasznego problemu jakim jest Human Traffick - handel ludźmi. Dzieci, kobiety, mężczyźni zmuszani do niewolniczej pracy, czy to jako prostytutki, czy do ciężkiej pracy w nieludzkich warunkach np. przy produkcji czekolady, do czego bardzo często są wykorzystywane dzieci. W takich krajach jak Holandia, Francja, Grecja, Włochy handel ludźmi jest bardzo powszechny. Aby w bardzo realny sposób pokazać nam tą przerażającą sytuację, kilkadziesiąt osób zostało związanych i przyprowadzonych jako niewolnicy przed główną scenę, gdzie jedna osoba próbowała ich "sprzedać", z drwiącymi słowami: "Patrz ten jest nawet otyły, będzie porządnie pracował i nie musisz mu za bardzo dawać nic do jedzenia!"
Tu pojawiają się łzy, bo nie da się przejść obok tego obojętnie!
Później modliliśmy się o ludzi, którzy padli ofiarą Human Traffick oraz o organizacje, które próbują temu zapobiec. Handel ludźmi jest bardzo rozpowszechniony, choć świat nie chce o tym mówić, a za tym kryje się serce, dusza i ciało człowieka, który jest poniżany, wycieńczony, pobity, słaby - krwawi, płacze, woła o pomoc i uwolnienie...Czy przyłączysz się do modlitwy za tych ludzi?
W oczekiwaniu na samolot:)
Zapalona do służby nasza ósemka raczej chyba nie do końca spodziewała się tego, co zobaczyliśmy wysiadając z samolotu. Dostaliśmy walizkę: Biblia, kilka traktatów ewangelizacyjnych, koc, kwiatki, apteczka. Zanim wysiedliśmy z samolotu założyliśmy czarne okulary, które zdejmowaliśmy bezpośrednio przed wejściem do wioski. Nasza stewardessa poinformowała nas, że mamy tylko 7 minut na pobyt w wiosce. Gdy tylko wkroczyliśmy do wioski, lekko przerażeni, nasze pole misyjne stało się rzeczywistością: bezdomna osoba, więźniowie, prostytutka, budda, muzułmanie, uchodźcy, osoby maltretowane fizycznie...i nasza mała walizeczka, z której szybko zniknęła cała zawartość - czasem wracaliśmy do walizki, żeby pomóc kolejnej osobie, ale tam już było pusto. Czas mijał i kiedy już wydawało się, że prostytutka, z która rozmawiałam, zaczyna uważnie słuchać o Bogu i chce się więcej o Nim dowiedzieć, to usłyszałam, że czas się skończył i muszę przejść do innego pomieszczenia, a jej błagalny głos: "...ale proszę wróć tu jeszcze.." długo brzmiał mi w uszach!
Mocne doświadczenie i mocne wrażenia mogliśmy już później przedyskutowywać w małych grupkach, podzielić się swoimi odczuciami, często ze łzami w oczach. Jedna sytuacja poruszyła mnie najbardziej: gdy pomagałam bezdomnej, zakrwawionej osobie nagle kątem oka zobaczyłam w ścianie małą szczelinę, a z niej wystające dwie ręce proszące o pomoc, żadnej twarzy, tylko te ręce..i nagle uderzyło mnie, ilu ludzi na świecie jest więzionych, w ciemnych lochach, gdzie ich jedynym kontaktem ze światem jest mała szczelina...ilu chrześcijanach więzionych jest za wiarę w Boga - nawet dziś gdy sobie przypominam te ręce, wywołuje to łzy w moich oczach i uczucie przerażenia...
Global Village - niesamowite i mądre doświadczenie tego, jak może wyglądać nasze pole misyjne. Jeżeli jesteśmy gotowi iść w świat aby głosić Bożą miłość drugiemu człowiekowi, to musimy być świadomi, że właśnie takich ludzi możemy spotkać na swojej drodze. Czasem możemy mieć mniej niż 7 minut aby pomoc, podzielić się Ewangelią. Jak wykorzystamy ten czas? Z tym pytaniem opuściliśmy wioskę.
Drugim mocnym doświadczeniem było pokazanie nam i uświadomienie strasznego problemu jakim jest Human Traffick - handel ludźmi. Dzieci, kobiety, mężczyźni zmuszani do niewolniczej pracy, czy to jako prostytutki, czy do ciężkiej pracy w nieludzkich warunkach np. przy produkcji czekolady, do czego bardzo często są wykorzystywane dzieci. W takich krajach jak Holandia, Francja, Grecja, Włochy handel ludźmi jest bardzo powszechny. Aby w bardzo realny sposób pokazać nam tą przerażającą sytuację, kilkadziesiąt osób zostało związanych i przyprowadzonych jako niewolnicy przed główną scenę, gdzie jedna osoba próbowała ich "sprzedać", z drwiącymi słowami: "Patrz ten jest nawet otyły, będzie porządnie pracował i nie musisz mu za bardzo dawać nic do jedzenia!"
Tu pojawiają się łzy, bo nie da się przejść obok tego obojętnie!
Później modliliśmy się o ludzi, którzy padli ofiarą Human Traffick oraz o organizacje, które próbują temu zapobiec. Handel ludźmi jest bardzo rozpowszechniony, choć świat nie chce o tym mówić, a za tym kryje się serce, dusza i ciało człowieka, który jest poniżany, wycieńczony, pobity, słaby - krwawi, płacze, woła o pomoc i uwolnienie...Czy przyłączysz się do modlitwy za tych ludzi?


Komentarze
Prześlij komentarz