Ludzie z wyspy

Wyspę zamieszkują niesamowicie przyjaźni ludzie. Dziś pierwsza ich odsłona. Wyspa rządzi się swoimi prawami, to znaczy mamy własny sklep, więc po podstawowe rzeczy nie trzeba zamaczać nóg w Nilu. Dziś, wracając z pracy zahaczyłam o ten nasz sklepik. Pana, który zazwyczaj obsługuje, dzisiaj nie było. Stoję chwilę w sklepie, tu muszę dodać, że jest to raczej taka wiata, z widokiem na Nil, po czym po chwili w podskokach przybiega 10-letni chłopczyk (tak na moje oko) i wita sie ze mną pięknym uśmiechem. Przygladając mu się, stwierdzam, że ma żyłkę do interesu i jeżeli dobrze się domyślam, świetnie naśladuje swojego tatę, kiedy obsługuje klientów. Pytam" Andak bitinngen (masz bakłażany). Yes! - odpowiada chłopczyk śpiewająco. Abjad or isłid (białe czy czarne)? - Isłid - proszę. Potem uzgodniliśmy czy kilo, czy pół kilo, po czym słyszymy przeraźliwy krzyk z brzegu. Chłopak wrzucił bakłażany na wagę i zniknął mi z oczu. Nie ważne, że klientka czeka, ważniejsze jest to, co sie mogło wydarzyć. Po kilku minutach wrócił spokojnym krokiem, więc pytam: I illi hasal? (Co się stało). Hadsa (wypadek) - odpowiada chłopczyk. Po czym dokończył ważenie, wybrał dla mnie piękne zielone papryki z jedną czerwoną i policzył szybko w głowie ileż to wszystko może kosztować. W między czasie zapytałam go o imię. Grzecznie odpowiedział, z tym uśmiechem "dorosłego sprzedawcy" po czym pożegnaliśmy się. Takie proste, a takie piękne. Wiem, że jeszcze niejednokrotnie spotkam go w sklepie obługującego klientów. 

A oto jeden z wielu sklepów na naszej wyspie.


Komentarze

Popularne posty