Koza na szczycie góry cz.1
Czyli jednym słowem - zwierzęta Afryki.
I bynajmniej nie będzie tu o słoniach, żyrafach, zebrach...chcę Wam przedstawić...owce. I to nie byle jakie, bo afrykańskie, dwukolorowe! Są niezwykle miłymi stworzeniami, z oklapniętym uchem, jedna część tułowia biała, druga czarna. Zawsze zadziwiał mnie ten idealny podział "biało-czarny". Mieliśmy okazję często je spotykać jak stadnie przemierzały ulicę czy nawoływały się tym swoim "smutnym beczeniem".
Niezaprzeczalnym ich współtowarzyszem są kozy. Często miałam problem odróżnić czy to koza, czy to owca...Kózki w odróżnieniu od owiec lubiły wysokie wspinaczki, stać na szczycie gór i bacznie obserwować "białe kobiety".
Gdy ktoś nie miał okazji spotkać osła i usłyszeć jego przyjemnego dla ucha odgłosu, zapraszam do Afryki. Osiołki służą w Afryce głównie jako zwierzęta pociągowe, do transportu, do przemieszczania ludzi. Są niezwykle cennymi zwierzętami, których się nie je. Pierwszy mój kontakt z ryczącym osłem miał miejsce w czasie spokojnej, ciemnej nocy, kiedy to zostałam wyrwana z głębokiego snu przeraźliwym jego rykiem. Aby nadać mocy swym odgłosom często zbliżały się dość blisko do naszych miejsc noclegu i wręcz "za uchem" dawały o sobie znać. Do dziś brzmi mi w uszach ich ryk!
Na szczególną uwagę zasługują wielbłądy. Białe, jednogarbne, dumne stworzenia, na których albo podróżowali wędrowcy albo prowadziły ich dzieci.
Nie lubię zbytnio tych zwierząt, ale opiszę je, bo chyba były jednymi z najczęściej spotykanymi przez nas zwierzętami - sępy. Padlinożercy, którzy nie przegapią żadnej ofiary. Często krążyły nad wioską szukając słabszych osobników, aby móc się w końcu nimi pożywić. Zdarzało się także tak, że jakiś sęp wyjadał resztki z garnka w "afrykańskiej kuchni".
"Przyjaciel ratuje życie przyjacielowi". Tak często mówili Afrykańczycy o psach. Gdy jest głód to przyjaciel ratuje życie przyjacielowi, prawda? Dlatego w chwilach głodu, psy stają się pożywieniem dla człowieka.
Oprócz zwierząt mniej lub bardziej widocznych zdarzają się takie, które na pierwszy rzut oka nie są widoczne. Kryją się w swoich zakamarkach, czyhając na swoją ofiarę. Skorpiony, węże piaskowe...
Z opowieści Afrykańczyków dowiedzieliśmy się, że są dwa rodzaje skorpionów, czarne - ukąszenie jest niebolesne, ale śmiertelne, i białe, które mieliśmy okazję dostrzec w okolicach naszego miejsca przebywania, ból po ich ukąszeniu jest niezwykle bolesny, ale jad nie jest śmiertelny...
W porze deszczowej atakują tantaride. Czarne, uskrzydlone chrabąszcze, które swoją wydzieliną powoduję oparzenia nawet 3-ego stopnia. Niezwykle groźne i niebezpieczne dla tamtejszej ludności. Wiele razy mogliśmy dostrzec na odkrytych częściach ciała naszych znajomych, blizny po ranach wywołanych przez te owady. Pewnego razu, wchodząc wieczorem do sklepu zostałam zaatakowana przez te czarne latające stworzenia. Dzięki Bożej ochronie nie miałam żadnych oparzeń.
A teraz czas na "gwiazdę wieczoru". Kajmany, krokodyle zamieszkujące zbiorniki wodne w wioskach...niezwykle spokojne i tajemnicze gady, których tylko oczy były widoczne nad powierzchnią wody...Czasem mogliśmy podziwiać cały okaz, który wylegiwał się na wysepce na środku jeziora...W jednej z wiosek zaprosili nas do obejrzenia krokodyli. Kilku Afrykańczyków zabrało przynętę (czyt. małą, przestraszoną kurę), która miała stać się dla nich smakołykiem. Rzeczywiście kilka krokodyli podpłynęło po przynętę, aby ją rozszarpać swoimi wielkimi zębami...
I bynajmniej nie będzie tu o słoniach, żyrafach, zebrach...chcę Wam przedstawić...owce. I to nie byle jakie, bo afrykańskie, dwukolorowe! Są niezwykle miłymi stworzeniami, z oklapniętym uchem, jedna część tułowia biała, druga czarna. Zawsze zadziwiał mnie ten idealny podział "biało-czarny". Mieliśmy okazję często je spotykać jak stadnie przemierzały ulicę czy nawoływały się tym swoim "smutnym beczeniem".
Niezaprzeczalnym ich współtowarzyszem są kozy. Często miałam problem odróżnić czy to koza, czy to owca...Kózki w odróżnieniu od owiec lubiły wysokie wspinaczki, stać na szczycie gór i bacznie obserwować "białe kobiety".
Gdy ktoś nie miał okazji spotkać osła i usłyszeć jego przyjemnego dla ucha odgłosu, zapraszam do Afryki. Osiołki służą w Afryce głównie jako zwierzęta pociągowe, do transportu, do przemieszczania ludzi. Są niezwykle cennymi zwierzętami, których się nie je. Pierwszy mój kontakt z ryczącym osłem miał miejsce w czasie spokojnej, ciemnej nocy, kiedy to zostałam wyrwana z głębokiego snu przeraźliwym jego rykiem. Aby nadać mocy swym odgłosom często zbliżały się dość blisko do naszych miejsc noclegu i wręcz "za uchem" dawały o sobie znać. Do dziś brzmi mi w uszach ich ryk!
Na szczególną uwagę zasługują wielbłądy. Białe, jednogarbne, dumne stworzenia, na których albo podróżowali wędrowcy albo prowadziły ich dzieci.
Nie lubię zbytnio tych zwierząt, ale opiszę je, bo chyba były jednymi z najczęściej spotykanymi przez nas zwierzętami - sępy. Padlinożercy, którzy nie przegapią żadnej ofiary. Często krążyły nad wioską szukając słabszych osobników, aby móc się w końcu nimi pożywić. Zdarzało się także tak, że jakiś sęp wyjadał resztki z garnka w "afrykańskiej kuchni".
"Przyjaciel ratuje życie przyjacielowi". Tak często mówili Afrykańczycy o psach. Gdy jest głód to przyjaciel ratuje życie przyjacielowi, prawda? Dlatego w chwilach głodu, psy stają się pożywieniem dla człowieka.
Oprócz zwierząt mniej lub bardziej widocznych zdarzają się takie, które na pierwszy rzut oka nie są widoczne. Kryją się w swoich zakamarkach, czyhając na swoją ofiarę. Skorpiony, węże piaskowe...
Z opowieści Afrykańczyków dowiedzieliśmy się, że są dwa rodzaje skorpionów, czarne - ukąszenie jest niebolesne, ale śmiertelne, i białe, które mieliśmy okazję dostrzec w okolicach naszego miejsca przebywania, ból po ich ukąszeniu jest niezwykle bolesny, ale jad nie jest śmiertelny...
Kryjówki węży
Mieliśmy także okazję spotkać bawoły, które dumnie kroczyły bieżnią, która znajdowała się przy gimnazjum.
W porze deszczowej atakują tantaride. Czarne, uskrzydlone chrabąszcze, które swoją wydzieliną powoduję oparzenia nawet 3-ego stopnia. Niezwykle groźne i niebezpieczne dla tamtejszej ludności. Wiele razy mogliśmy dostrzec na odkrytych częściach ciała naszych znajomych, blizny po ranach wywołanych przez te owady. Pewnego razu, wchodząc wieczorem do sklepu zostałam zaatakowana przez te czarne latające stworzenia. Dzięki Bożej ochronie nie miałam żadnych oparzeń.
A teraz czas na "gwiazdę wieczoru". Kajmany, krokodyle zamieszkujące zbiorniki wodne w wioskach...niezwykle spokojne i tajemnicze gady, których tylko oczy były widoczne nad powierzchnią wody...Czasem mogliśmy podziwiać cały okaz, który wylegiwał się na wysepce na środku jeziora...W jednej z wiosek zaprosili nas do obejrzenia krokodyli. Kilku Afrykańczyków zabrało przynętę (czyt. małą, przestraszoną kurę), która miała stać się dla nich smakołykiem. Rzeczywiście kilka krokodyli podpłynęło po przynętę, aby ją rozszarpać swoimi wielkimi zębami...

Komentarze
Prześlij komentarz